en en en

Rozmowy niekontrolowane: Agata Wiatrowska i Berenika Bratny

06 luty 2018, autor: Joanna Borysiewicz-Gardeła

Rozmowy niekontrolowane: Agata Wiatrowska i Berenika Bratny

O doświadczeniu współistnienia ze stadem koni, kontaktach z dzikimi zwierzętami i budowaniu mostów między ludźmi, którzy widzą świat inaczej.

 

Z cyklu rozmowy niekontrolowane 

Berenika Bratny jest właścicielką stada wolnych koni, a Agata Wiatrowska prowadzi programy rozwojowe z końmi HorseSense. Wspólne rozmowy są nieodłączną częścią ich drogi i towarzyszenia ludziom w rozwoju.

 

B.B:

Myślenie o stadzie zaczęło się u mnie wtedy, kiedy moja relacja z pojedynczymi końmi rozwinęła się w relację ze stadem jako całością. Początkowo, kiedy myślałam o relacjach z końmi, wyobrażałam sobie relację tylko z pojedynczym koniem. Ta wstępna faza była związana z jeździectwem. Była naturalna ze względu na to, że kiedy uprawiamy jeździectwo jeździmy na jednym koniu i rozwijamy tę relację właśnie z nim. Kiedy zmieniamy wierzchowca – automatycznie przechodzimy do nowej relacji z nowym koniem. Pamiętam pierwszy raz kiedy spojrzałam, a właściwie doznałam, stada jako całości.
Poszłam na łąkę do moich koni, było ich wtedy siedem. Po jakimś czasie, kiedy zaczęłam wracać do domu, one ruszyły za mną. Na początku myślałam, że jestem jakimś “zaklinaczem koni” który zahipnotyzował stado. Potem zobaczyłam, że one mnie minęły. Po chwili jednak zaczekały na mnie. I tak sobie wędrowaliśmy, właściwie nie wiadomo było kto prowadził kogo, czy ja prowadziłam konie, czy też może one mnie.
I wtedy zauważyłam że można mieć bardzo głęboką relację z całym stadem, że stado to taki jeden organizm, taka ławica.

 

Obcowanie ze stadem może dać nam niezwykłe doznania, szczególnie kiedy idziemy razem i konie wmieszają się w stado ludzi. Doświadczyłam tego nie tylko ja, ale też niektórzy ludzie, którzy do wolnych koni przyjeżdżają. Podobne historie słyszałam od ludzi, którzy mieli szczęście spotkać na morzu delfiny.

Linda Kohanov w jednej ze swoich książek przytacza badania naukowe robione w latach siedemdziesiątych wśród plemienia Fulani w Afryce. Jest to plemię koczownicze, wędrujące ze stadami krów. Naukowcy wykryli, że na skutek obcowania z tymi stadami, podróżowania z nimi i życia w ich rytmie, pasterze ci doznają zwiększonej produkcji oksytocyny – hormonu, który ma między innymi działanie antystresowe.

 

A.W.:

To jest pewien rodzaj doświadczenia wynikającego ze współistnienia ze zwierzętami i otwarcia się na ich perspektywę. Nie jest czymś, co może się pojawić na zawołanie, tu wymagana jest pokora. Spotykam się często z tęsknotą za takim doświadczeniem, która jest pierwotna bo nasze geny to pamiętają. Pierwszym odruchem może być jednak chęć sięgnięcia po to, jak po produkt. Podobnie jak to się dzieje w przypadku delfinariów – to, co obserwuje się w dzikiej naturze jest przenoszone do małych basenów z kilkoma delfinami. W oferowaniu ludziom spotkań z wolnymi końmi szukamy równowagi pomiędzy ich przestrzenią i ich tajemnicą, a przestrzenią, w której ludzie doświadczają łączności z końmi i magią tego stada. Doświadczenie jest zależne od postawy wewnętrznej: pokory, osadzenia w sobie (swoim świecie wewnętrznym), nieoczekiwania i brania tego, co konie dają akurat w tym momencie.

 

B.B:

Dla mnie to, co jest zwykłe jest właściwie niezwykłe. Czy czyszczę kopyta, czy zbieram obornik to czuję, że w tym jestem razem ze stadem. I to się tworzy w ramach codziennego życia. Natomiast to, czy się ta magia wytworzy przy grupie ludzi i co ważniejsze – czy zostanie przez ludzi zauważona i odebrana to zależy od wielu czynników, między innymi od pogody, pory dnia ale i od nastawienia poszczególnych osób. No i koni. To się nie zdarza na zawołanie.

 

A.W.:

Rozumiem to tak, że to co się dzieje, dzieje się w dialogu między zwierzętami a człowiekiem. I to jest esencją – wyzwaniem w prowadzeniu warsztatów. Zapraszamy ludzi do świata koni, żeby poczuli to doświadczenie, ale z drugiej strony nie wiemy co się wydarzy. Nie wiemy z jakim nastawieniem przyjadą ludzie i jakie będą mieli oczekiwanie. Z drugiej strony są konie i ich samopoczucie danego dnia wynikające z np. pogody. W dialogu tych dwóch światów powstają przeróżne doświadczenia mniej i bardziej intensywne.

 

BB. :

Ja mam takie poczucie, że wszystko, co się wydarza wokół tych koni jest ok. Czyli że niezależnie od tego, co się dzieje, jest ciekawie. Były u mnie kiedyś dzieci, które przyjechały akurat kiedy konie spały. Myślałam, że to będzie dla nich bardzo nudne – a one były zachwycone, że mogą patrzeć na śpiące konie z bliska. Chodziły między śpiącymi końmi i były zdumione, że konie nie leżą, że tak dziwnie głęboko oddychają, że mają otwarte oczy. To wszystko okazało się dla dzieci fascynujące.

 

Raz sama miałam takie doświadczenie z cudzymi końmi, w Biebrzańskim Parku Narodowym. Oberswowałam Anię, która się opiekowała tamtejszymi konikami polskimi. Codziennie obchodziła w teren, żeby znaleźć stado i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Kiedyś razem ze znajomym doktorem weterynarii poszliśmy razem z nią. Długo nie mogliśmy znaleźć koników, w pewnym momencie wytropiliśmy je na dużej łące pod lasem. Patrzę, a ta dziewczyna zdejmuje buty – bolały ją stopy po tak długim spacerze w kaloszach – i wchodzi w środek tego stada koni. Ja nawet nie chciałam obcować z tymi konikami blisko, bo się trochę bałam. A ona była w środku stada, otoczona końmi, witała się z nowym źrebakiem, a inne konie podchodziły do niej i wchodziły w interakcję. Obserwując to z boku czułam, że się coś dzieje niesamowitego. I to była właśnie relacja ze stadem koni – jej relacja – bardzo bliska i czuła, i moja jako obserwatora tego misterium.

 

A.W.:

Od wielu lat inspiruję się postacią Simony Kossak nota bene z rodu Kossaków – słynnych malarzy koni. Zamieszkała w środku Puszczy Białowieskiej i poświęciła swoje życie na pokazanie ludziom innej strony zwierząt. To co my tu mówimy o koniach ona opisuje w związku z rysiem, lisami, krukami, sarnami i innymi zwierzętami, z którymi obcowała. Sama o sobie mówiła, że przekroczyła kordon – zwierzęta traktowały ją jak swoją. Sarny potrafiły ostrzegać ją przed poruszającym się po okolicy rysiem. Jednak jej codzienne życie pełne było frustracji wynikającej z niemocy przekazania tego doświadczenia innym ludziom. Czy raczej brak podobnego doświadczenia u innych osób powodował, że nie była rozumiana i z takim trudem przychodziły działania mające na celu ochronę Puszczy.

Pokazuje to jak bardzo potrzebujemy mostów – rodzajów doświadczeń, które przybliżą do świata zwierząt, zwłaszcza osoby które nie istnieją z nimi na co dzień lub których współistnienie ze zwierzętami zostało za bardzo ustrukturyzowane.

Bardzo bym chciała, żeby dla osób, które nie chcą w ten sposób żyć, które są z dala od zwierząt, żeby tworzyć dla nich pewnego rodzaju doświadczania, które nie zamienią się w produkt typu delfinarium, ale będą pozwalały otwierać się na tego typu doznania. Zmniejszy to rozłam między osobami, które żyją wśród zwierząt, a osobami, którym te doświadczenia są obce. Ci pierwsi doświadczają pewnego rodzaju bólu – dlaczego inni tego nie widzą/nie rozumieją. Ci drudzy działają w oparciu o swoje doświadczenia i nie rozumieją takiego oddania i tego, za co są atakowani, jeśli pojawia się różnica poglądów. Np. głównym doświadczeniem wiedzy ogólnej o dziku jest słynna przyśpiewka “dzik jest dziki dzik jest zły”, a np. Simona spała z lochą Żabką w łóżku.

Potrzebny jest dialog między tymi światami. Zwłaszcza w miejscach gdzie podejmowane są decyzje. Ostatnio głośno jest o sprawie delfinarium. Słuchając dyskusji w tym obszarze mam wrażenie że zapomina się, że różne doświadczenia prowadzą do różnych decyzji. Nie uznanie tego prowadzi do dystansu i mniejszego wpływu na siebie, jak nie w tej, to w innej sprawie. A my potrzebujemy tego wpływu! Atakowany wójt gminy, w której ma powstać delfinarium na hasło “obrońcy zwierząt” następnym razem od razu ucieknie. Wątpię, żeby to był dobry efekt dla zwierząt.

 

 

B.B:

O tym otwieraniu się na świat dzikich zwierząt pisał bardzo ciekawie Jim Nollman. Zasłynął z tego, że muzykował dla orek i delfinów – wypływał w morze i grał na gitarze (wyposażonej w specjalistyczny sprzęt do nagłaśniania pod wodą) . Zwierzęta bardzo często przypływały do niego i … odpowiadały mu. Potem Nollman brał udział w akcjach mających na celu ratowanie delfinów na wyspie Iki w Japonii. Jeździł do rybaków, pływał z nimi i starał się im opowiadać. Nie uzyskał zmiany prawa, ale dzięki niemu niektórzy rybacy zrozumieli, że protestujący nie atakują Japonii jako takiej tylko, że kochają delfiny. “To wy traktujecie te zwierzęta jako święte, teraz rozumiem” – powiedział mu jeden rybak.

 

Nollman bardzo ciekawie opisuje też swoje doznania, jakie miał podczas interakcji z orkami. Kiedy tak czekał na nie w swojej łódce grając na gitarze, a one podpływały do niego, miał wrażenie, że “orki zdejmują swój kostium orki” i pokazują mu swoją esencję. I że on, jako człowiek, również może zdjąć swój kostium człowieka i spotkać się z nimi na tym nowym, niezwykłym poziomie, w tym poczuciu jedności wszystkich bytów.

 

A.W. :

Wspólnota świata roślin i świata ludzi. To mi przypomina historię mamy mojej przyjaciółki. Miała 4 śliwy, które rosły przed domem. Kilkanaście lat nie owocowały. Któregoś roku zdenerwowała się i powiedziała do nich tak: “Nie żartuję, jak nie zaczniecie owocować to Was zetnę!”. Następnego roku dały owoce.

 

B.B:

Przypominam sobie, jak opowiadałaś mi o doświadczeniach Artura Milickiego, który mówił o tym, że rośliny czasami dopasowują się do mieszkańców danego terytorium i rosną te, które sprzyjają ich zdrowiu.
Ja mam wrażenie, że dopiero teraz poznaję tę ziemię, na której mieszkamy z końmi. Mam swoje miejsca, które znam i do których chodzę. Do tego trzeba czasu. Dopiero rok temu zaczęły się tu schodzić dzikie zwierzęta. I właściwie nas wyganiają. Pewien kozioł zawsze na nasz widok “szczeka”, gdy pojawiamy się na jego ulubionej łące.

Z obserwacji wielu osób wynika też, że koń potrzebuje około roku żeby poczuć się u siebie.

 

 

Agata Wiatrowska - Horsesense.pl

Agata Wiatrowska - prowadzi HorseSense – ośrodek programów rozwojowych z końmi. Jest pionierką pracy z końmi w rozwoju ludzi w Polsce. Wprowadziła Horse Assisted Education do Polski w 2005 roku.

HorseSense powstało z połączenia misji wspierania ludzi w rozwoju i pokazania światu nieodkrytego potencjału koni – jako nauczycieli i przewodników. Agata jest certyfikowanym facylitatorem programów rozwojowych z końmi (certyfikat mistrzowski EAHAE, licencja HorseDream), certyfikowanym coachem i trenerem II stopnia. Posiada międzynarodową akredytację do szkolenia facylitatorów programów rozwojowych z końmi wydaną przez European Assosiation of Horse Assisted Education.

Jest autorką książek o rozwoju z końmi: „Koń jako trener. O programach rozwojowych z końmi oraz lekcjach od koni-trenerów”, 2016 oraz „Menedżer uczy się od koni” 2013.