Strona, na której się znajdujesz wykorzystuje pliki cookies. Korzystamy z tego mechanizmu m.in. w celu prowadzenia statystyk odwiedzin (Google Analytics) oraz poprawy użyteczności strony. Jeśli nie wyrażasz zgody na przesyłanie cookies do Twojego urządzenia - zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej. Polityka

x
en en en

O tym jak męczę ludzi :D

08 czerwiec 2017, autor: Agata Wiatrowska

O tym jak męczę ludzi :D

Poprosiłam Justynę Gawąd, żeby spróbowała podsumować: jak uczestnictwo w Szkole i treningi zadaniowe z końmi wpłynęły na jej relację z końmi. 

Chciałam, to mam:)

Pierwsza myśl jaka mi przyszła dość przewrotnie do głowy po lekturze: o matko! jak ja męczę tych ludzi:) potem jednak też się uśmiechnęłam…

 

Opowieści facylitatorki Justyny Gawąd cd. 

Szkołę Agaty Wiatrowskiej skończyłam w styczniu 2017 roku, ten tekst piszę w maju. Moja zmiana stosunku do koni pod wpływem Agaty jest znacząca.

Poniżej kilka tematów, tych które akurat przyszły mi do głowy, pewnie lista nie jest kompletna. To tylko próba uchwycenia stanu obecnego bez jakichkolwiek aspiracji aby opis był wyczerpujący.

I jeszcze małe P.S., opisuję naszą konkretną sytuację, konie żyją cały rok na pastwisku, mają otwartą stajnię i prowadzą pełne spokoju końskie życie.  Być może jeden z koni podejmie pracę trenerską, drugi jest na pełnoetatowej emeryturze. To jest dość wyjątkowa sytuacja i za możliwość jej doświadczania codziennie jestem głęboko wdzięczna.

Podczas zajęć Agata często mówi: „…i zapraszam konie do doświadczeń.”

No ładnie powiedziane, bardzo politycznie poprawne, zgadzam się, ale chyba jednak to lekka przesada z tym z a p r a s z a n i e m.

Minęły miesiące coraz bardziej świadomego bycia z końmi i samą sobą, miesiące auto-obserwacji, przemyśleń i tych nieodłącznych procesów i już wiem, że konie się zaprasza. I jeszcze szanuje ich decyzje, szczególnie  jeśli nie mają ochoty na coś w danym momencie. Wyjątki braku przestrzeni na końskie decyzje są rzadkie, należą do nich wizyty kowala i weterynarza tudzież zabiegi prozdrowotne, choć w tej ostatniej dziedzinie uczymy się współpracy i wzajemnego zrozumienia.

Koń nie merda ogonem (JG)

Jasne, no przecież wiem! Przecież to jest jasne jak słońce, że koń to koń!… ale jednak miło by było, gdyby przyszedł i się przywitał, zauważył że jestem, ujawnił swoje emocje i że mnie lubi, przytulił się choćby od czasu do czasu …

Tu potrzebowałam zmienić obiektyw, używając fotograficznego porównania, oczywiście że konie zauważają, że przyszłam, i że mnie lubią i nawet tej czułości jest sporo tylko… tylko to wszystko było i jest wyrażane inaczej, niż oczekiwałam. Nauka języka komunikacji koni wymaga czasu, to nie jest temat na weekendowy kurs ani podręcznik „Jak zostać mistrzem w 7 dni”. Nauka rozłożona jest w czasie, potrzeba cierpliwości, uważności, może inspiracji od wybranych nauczycieli.

Oczywiście nieodłącznym aspektem jest kwestia moich projekcji i oczekiwań, tudzież potrzeb różnych, ale jest trochę inny temat.

 

” Sprawdź czy koń ma ochotę na dotyk.” (AW)

„Zobacz, z jaką energią twoja ręka zbliża się do konia.”(AW)

A skądżesz to ja mam wiedzieć, czy koń ma ochotę na mój dotyk!?  Z energią w łapce może pójdzie mi łatwiej, przynajmniej to moja własna ręka to sobie ją jakoś zbadam (jeszcze nie wiem jak ale coś wymyślę).

Oduczanie się nawykowego głaskania koni zajęło mi wieki (czyli jakieś kilka miesięcy), cały proces rozłożony był na etapy. Najpierw głaskałam a potem łapałam się na tym, że właśnie to zrobiłam, potem byłam w stanie wycofać co któryś tam głask, potem jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. Gdzieś w tym czasie czułam się autentycznie nieszczęśliwa (winna temu była Agata oczywiście), że teraz to ja już nigdy nie będę mogła koni głaskać, już koniec z bliskością z kopytnymi (tu ociupina złości znowu na Agatę). Miałam wrażenie, że w imię tego, żeby koniom było lepiej mnie się kończy świat. Proces. Przeszło. Już jest dobrze.

Jeden z moich podopiecznych jest w zasadzie inwalidą, ruszanie się jest dla niego problematyczne, szczególnie skręty i ruchy w bok. Tu potrzebowałam wyczulić się na mikro ruchy konia, zauważyłam, że czasami minimalnie odsuwał się od mojej ręki. Szczerze? – było mi na początku przykro. Jak sobie ze swoim egocentryzmem już poradziłam, to zaczęłam zauważać inne czynniki:

drzemka koni; teraz nie przychodzi mi do głowy przeszkadzać koniom w odpoczynku,

– konie mają do dyspozycji otwartą stajnię i chcę, żeby się tam czuły bezpiecznie; unikam narzucania się koniom gdy odpoczywają i jedzą, chyba że wyraźnie mają ochotę na bliższy kontakt ze mną,

gorszy dzień, ‘teraz nie mam ochoty’ – tak rozumiem, akceptuję, szanuję i zostawiam cię w spokoju,

czas pasienia się lub jedzenie paszy – tu sytuacja jest odwrotna, bo jedzenie jest priorytetem i koń wybierając jedzenie jakoś znosi coś innego, na przykład niechciany dotyk. Zorientowałam się po tym, że mój drugi podopieczny przez wiele miesięcy nie chciał być głaskany, a podczas jedzenia jakoś ten dotyk znosił. Moim zdaniem było dokładnie tak, koń znosił jakoś głaskanie, bo nie miał wyjścia, skoro zjedzenie porcji smacznej paszy było dla niego priorytetem. Zorientowałam się dość szybko i w sumie czekałam 8 miesięcy zanim koń dobrowolnie przyszedł i autentycznie się przykleił, jakby solidna porcja głaskania była czymś zupełnie naturalnym.

– zdecydowanie negatywna reakcja na dotyk – musiałabym opowiedzieć długą i nudnawą historię, nie trzeba. Ważne jest to, że nauczyłam się, że powtarzająca się, negatywna reakcja na dotyk może oznaczać problemy zdrowotne konia, nawet jeśli ich nie widać na pierwszy rzut oka, nawet wprawnego weterynaryjnego oka.

„Będąc w dystansie od konia poczuj, czy jesteś z nim w kontakcie.” (AW)

Że co proszę? Skąd mam wiedzieć, czy jesteśmy w kontakcie z tym wielkim Fryzem, którego widzę drugi raz w życiu. A w ogóle co to jest ten kontakt?

Orka na ugorze z tymi pytaniami Agaty. No dobrze, podejdźmy do zagadnienia jakoś zdroworozsądkowo. Najpierw jeszcze w szkole rozebrałyśmy z Uczestniczką Szkoły słowo ‘kontakt’ na czynniki pierwsze oraz możliwe jego znaczenia w sytuacji z koniem. Mój umysł mając jakieś narzędzia (czyli słowa/koncepty) przestał panikować i dał się zaprząc do pracy. Czy jesteśmy w kontakcie? Jaki to jest kontakt? Czy kontakt się zmienia? Jak? Chodzi o jakość? A może głębię? Koloryt? Czy relacja to to samo co kontakt, czy może być kontakt bez relacji?

Temat do nieustającej obserwacji, bo każdy koń jest inny, relacje z końmi się różnią a każdy nowy dzień przynosi inną konfigurację różnych czynników. Na dodatek relacje się zmieniają, wzrastamy i zmieniamy się w nich, zarówno konie jak i ja, rośnie zaufanie, rozpoznajemy nawzajem swoje stany. O ile ja wkładam pracę aby umieć rozpoznać w jakim stanie w danej chwili są konie, one też się tego uczą o mnie.

 

„Nie cmokajcie, mówcie do koni całymi zdaniami” (AW)

No jeszcze czego. Ludzie patrzą przecież.

No ale żarty na bok, oduczenie się cmokania nie było trudne (chociaż jedna rzecz która mi poszła łatwo, jupii). Mówienie do koni przy grupie nadal jest. Mówienie do koni w domu wychodzi mi świetnie, w każdym języku. Zaczynam nabierać przekonania, że konie w s z y s t k o  rozumieją, więc uważam, czy to co mówię jest spójne ze mną w danym momencie. Na co dzień jestem miła, ale jeśli Eden zachowuje się jak PITA (skrót od ang.zwrotu oznaczającego wrzód na tylnej części ciała), a czasem jako temu Wielkiemu Bossowi się to zdarza, to mu o tym mówię bez ogródek.

Czasem nie jestem w pokojowym nastroju bo na przykład czuję złość albo gniew, wtedy żelazną regułą jest to, że nie chodzę do koni. Daję jeść, sprzątam ale unikam kontaktu z końmi. Nic takiego mi nie zrobiły, żeby doświadczać takich moich emocji. Natomiast sprzątanie pastwiska i stajni świetnie działa na różne smutki tudzież stan, w którym życie nie ma (chwilowo) sensu. Jeżeli konie same wtedy do mnie przyjdą to fajnie, jak nie to nie.

 Im więcej wiem o koniach, sobie i życiu, tym większą czuję odpowiedzialność w kontakcie z końmi. Wiem, że to co niewyrażone i niewidoczne, mój stan emocjonalny, moje myśli tudzież tak zwany stan Ducha wpływają na moje otocznie, na konie również.

O ile wyrobiłam sobie już nawyk, aby będąc z końmi sięgnąć po najlepszą wersję siebie w danym momencie, teraz uczę się tego samego w stosunku do ludzi.

Justyna Gawąd

 

 

Agata Wiatrowska - Horsesense.pl

Agata Wiatrowska – prowadzi HorseSense – ośrodek programów rozwojowych z końmi. Jest pionierką pracy z końmi w rozwoju ludzi w Polsce. Wprowadziła Horse Assisted Education do Polski w 2005 roku. HorseSense powstało z połączenia misji wspierania ludzi w rozwoju i pokazania światu nieodkrytego potencjału koni – jako nauczycieli i przewodników. Agata jest certyfikowanym facylitatorem programów rozwojowych z końmi (certyfikat mistrzowski EAHAE, licencja HorseDream), certyfikowanym coachem i trenerem II stopnia. Posiada międzynarodową akredytację do szkolenia facylitatorów programów rozwojowych z końmi wydaną przez European Assosiation of Horse Assisted Education. Agata pomaga ludziom w sięganiu do swojej wewnętrznej siły, autentyczności zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.

Jest autorką książek o rozwoju z końmi: „Koń jako trener. O programach rozwojowych z końmi oraz lekcjach od koni-trenerów”, 2016 oraz „Menedżer uczy się od koni” 2013.

W jaki sposób posiadać coraz więcej energii i zarażać entuzjazmem swoich współpracowników?

Pobierz ebook autorstwa Agaty Wiatrowskiej na temat motywacji.

ZOBACZ DALEJ

Najpopularniejsze